136

- Cóż... będę wiedział, kiedy ją zobaczę.
- Całe zastępy guwernantek i prywatnych nauczycieli - odparł spokojnie.
Alexandra go nie widziała.
— Tak, panie Holmes, od chwili kiedy zrozumiałam, że ukrywano przede mną coś, co miało związek z tymi pokojami, paliłam się wprost, aby się dostać na tamtą stronę. Nie była to zwykła ciekawość, choć i tego mi nie brakło. Raczej jednak poczucie obowiązku, przekonanie, że coś dobrego wyniknie z mego wtargnięcia w to miejsce. Wiele się mówi o instynkcie kobiecym; być może to instynkt wyrobił we mnie to przekonanie. W każdym bądź razie tak właśnie rzecz się miała
- Daj spokój, proszę. Jest jak jest, i niech tak zostanie. Nie wracajmy do przeszłości.
— Co się, u licha, stało?
dłoń na jej talii.
hrabiego wystarczała, żeby wprawić ją w nerwowe podniecenie. Tego wieczoru szczególnie
ten taniec, zapewne przy wydatnej pomocy samej Rose, odprowadził ją do matki, otoczonej
- Oczywiście, proszę pani. - Służąca dygnęła i wyszła z pokoju, zamykając za sobą
Bawił się z nią doskonale, chociaż wiedział, że flirt jest dla małolaty oznaką buntu, zabawą. Podobała mu się jednak jej bezpośredniość. Gloria niczego nie udawała, nie mizdrzyła się, grała w otwarte karty, jasno dawała do zrozumienia, o co jej chodzi.
Spojrzał na nią i uznał, że wygląda na zrelaksowaną.
- Czy mogę panu zaufać? - spytała.
Pożałowała własnych słów, ledwie je wypowiedziała. Zachowywała się jak płaczliwa, zazdrosna kochanka.


Nie było chyba nic niestosownego w przyjęciu od księcia

Stała za nim pełna napięcia, gdy kamerdyner anonsował gości przybywających na
Głos matki podziałał na nią niczym zgrzyt metalu o metal. Sztywno odwróciła się ku Hope. Stała w progu niczym uosobienie damy z towarzystwa. Zza jej pleców wychyliła się sekretarka, unosząc dłonie w przepraszającym geście. Gloria mogła prosić i powtarzać w nieskończoność, ale nic nie pomagało - za każdym razem Hope z uporem wdzierała się do jej gabinetu, nie zapowiedziana i bez pukania.
dwa razy uderzyła nogami o ścianę. Gdy wyrwał się jej okrzyk bólu, niosący za¬klął cicho.

Samuel „Willy” Smith nie pozostawił mu po sobie nic oprócz złych wspomnień. Był śmieciem, ale uważał się za lepszego od swojej latynoskiej dziewczyny. Kiedy zaszła w ciążę, nie zaproponował małżeństwa, nie dał dziecku swojego nazwiska. Nazywał Victora i jego matkę „meksykańskimi brudasami”, wykrzykiwał, że nie są nic warci.

Wyminął ją i pomaszerował prosto do frontowych drzwi. Otworzył
- Trzeba je trzymać w górze - wyjaśnił.
Piotra.

- Jak się pani dowiedziała?

wyczekiwał twojego powrotu. Może być miło, jeśli twoja
w oczach ludzi, otwarte do krzyku usta...
że nie ma przy sobie gotówki.